poniedziałek, 10 października 2011

niedziela, 9 października 2011

Jesienne wirusy

Zawirusowała nas jesień. Mnie złapało dwa tygodnie temu i męczyło katarem przez prawie 7 dni, I. dziś od rana czuje, że coś go bierze. W sumie nic dziwnego, jeśli weźmie się pod uwagę nagły spadek temperatur zewnętrznych. Jeszcze tydzień temu w sobotę rowerowaliśmy się w okolicach Głogowa i w koszulkach z krótkimi rękawkami, a dziś już w drodze na głosowanie zmarzłam mimo ciepłych butów i kurtki. Grzejnik już działa :)
A ten poprzedni weekend był tak letni, aż trudno było uwierzyć, że to już październik. Świetna pogoda na rower, może nawet było za ciepło. Z niewielkimi przygodami (przebita dętka w jednym z rowerów - na szczęście zestaw naprawczy był na swoim miejscu, czyli w plecaku I.) zamknęliśmy ponad 30 kilometrową pętlę. Niby niedużo, ale końcówka pod górę nieźle dała nam w kość. To chyba był ostatni tegoroczny wypad rowerowy, chociaż nigdy nie wiadomo, jak rozwinie się tegoroczna jesień. Oby nie zaskoczyła nas na minus.