poniedziałek, 30 lipca 2012
NOWY ROZDZIAŁ
Stało się - zmieniliśmy auto. A do tego nowego-nie nowego zakupiliśmy bagażnik bazowy i oczywiście bagażnik rowerowy, który nie dość, że jest prosty w użyciu, to jeszcze znacznie ułatwia odnalezienie auta na parkingu :). Bo to nie taki zwykły rowerowy uchwyt dachowy - to konstrukcja skomplikowana w montażu, ale prosta w obsłudze - zwłaszcza po przećwiczeniu podstawowych czynności i odpowiednim podziale pracy. I z tym właśnie bagażnikiem już trochę kilometrów zrobiliśmy. Były już stawy w okolicy Rudy Sułowskiej, było okrążanie Ślęży, wycieczka nad zalew w Mietkowie, wspinaczki w okolicach Złotoryi. Rowery trzymają się na dachu pewnie, pod warunkiem mocnego pozaciągania taśm, co sprawdzam w lusterku bocznym, bo po mojej (pasażera) stronie zamontowaliśmy nasze cudo może nie techniki, ale na pewno polskiego zmysłu praktycznego. Od tego pochylania się w celu kontroli, czy nasze dwuślady wciąż jadą z nami, pobolewa mnie szyja - chyba poproszę o zamontowanie specjalnego lusterka.
W każdym razie wakacje też zostały zaplanowane rowerowo i wyczerpująco, bo zamierzamy chociaż popróbować pojeździć w Bieszczadach. Odpowiednie wyposażenie osobiste (kaski, oddychające koszulki, bokserki z wkładką ;)) już mamy, tylko kondycji na razie brak. Ale pocieszam się tym, że nigdy nie byliśmy nastawieni wyczynowo, wiec niby czemu mielibyśmy zmieniać to nastawienie właśnie teraz ?
Liczę na ładną, odpowiednią na rower pogodę, piękne widoki i to, że nie przesadzimy już pierwszego dnia.
Aha - mam już wreszcie plecak specjalnie na rower !!! Z przewiewnymi pleckami z siatki, pakowny i wygodny pod warunkiem dobrego dopasowania (w toku ). Ale pozytywną zmianę widać było już ostatnio, w czasie 60-cio kilometrowej wycieczki ze znajomymi I. - nie musiałam wyżymać koszulki :)
Mam też koszyk na bidon i rozważamy zakup jeszcze dwóch, które można by przymocować do roweru I. - wtedy nasze plecaki odetchną.
Stajemy się coraz lepiej przygotowaną grupą rowerową - w tych kaskach, koszulkach i innych takich wyglądamy co najmniej jak uczestnicy jakiegoś amatorskiego touru :D. A kiedyś wydawało mi się, że wcale nie potrzebujemy tych wszystkich nowoczesnych wynalazków - oddychających, przeciwpotnych i innych takich... Ważne było, żeby nogawki spodni nie były za szerokie, a koszulka zakrywała mi nerki nawet w specyficznej rowerowej pozycji. Ale to rzeczywiście działa - pośladki bolą dopiero w drodze powrotnej, a nie po przejechaniu 3 kilometrów, koszulka nie zamienia się w mokry i zimny kompres na plecach (nawet ze starym plecakiem, który przylegał mi całkowicie do plecków, rowerowa koszulka była bardziej komfortowa niż bawełniana, a co dopiero z moim nowym z siatką ). Po co utrudniać sobie życie, skoro może być tak pięknie i wygodnie, że przejechanie coraz dłuższych dystansów sprawia tylko przyjemność.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)