środa, 20 listopada 2013

drutowo :)

się nie spodziewałam nawet, ale druty mnie wciągnęły - dłubię kilka rzeczy naraz i nawet ostatnio zabrałam robótkę w podróż samochodem ( byłam pasażerem - zresztą jak zawsze ;)
Mamy kolejny aparat. Tradycyjną lustrzankę, do której jakimś cudem udało się zakupić kliszę. Niestety aparat nie ma paska, ale jak widać teraz ja też wstrzymuję nas w pędzie - gdy I. uwiecznia to, że ja uwieczniam ;)

i dla pewności  fotografuje to samo co  ja - poniżej można zobaczyć jak przy duużej dozie szczęścia będzie wyglądać zdjęcie zrobione przeze mnie na fotce powyżej :)
 dlaczego czasem jesień jest najpiękniejszą porą roku...
komin dla siostry :) (niezblokowany więc wzór mało widoczny. Zrobiony z dropsowej włóczki wg wzoru z dropsowej strony: Buttercream zgodnie z kolorem ;))

środa, 25 września 2013

Wrzesień bezrowerny (prawie)

Pogoda jaka jest  to widać - zimno i pada. W związku z tym moja aktywność rowerowa ogranicza się ostatnio do wykorzystywania roweru miejskiego w drodze do i czasem też z pracy.
Ale byliśmy ostatnio (jeszcze w sierpniu) w Bolesławcu - na kiermaszu ceramiki przy okazji wycieczki  jedną z opisanych w internecie tras po Borach Dolnośląskich. Pogoda rowerowa, widoczki ładne, tylko droga trochę zbyt piaszczysta na nasze łyse semi-slicki. Część trasy pokonaliśmy jadąc po wrzosowisku pod linią energetyczną - z racji ogólnej sprężystości podłoża też nie było najłatwiej. Za to wrzosy we wszystkich odcieniach różu i fioletów - cudo:).
Poza tym, że przemakam regularnie, niechcący hartując organizm (i oszczędzając przy tym nieco na biletach komunikacji miejskiej), robię też na drutach. Niestety kilka rzeczy na raz, więc mało co kończę. Ale tak to już ze mną jest - drobna skaza na charakterze... Nobody's perfect

piątek, 9 sierpnia 2013

i po wakacjach...

Coś rzadko piszę i rzadko tu zaglądam w ogóle. A dzieje się dużo.
Wróciliśmy z wakacji w Chorwacji, z przystankami we Wiedniu i Budapeszcie. Było słonecznie, upalnie, leniwie co drugi dzień, bo co drugi dzień zwiedzaliśmy, głównie parki narodowe. Byliśmy w Parku Narodowym Jezior Plitwickich i w Parku Narodowym Krka, i w obu wypadkach największymi atrakcjami były oczywiście wodospady i progi wodne :) Obeszliśmy starówkę w Zadarze o zmierzchu i Pałac Dioklecjana w Splicie w pełnym słońcu. A w leniwe dni leżeliśmy nad cudownie błękitnym morzem, przeważnie w cieniu, więc raczej nie wyglądamy jak standardowi wczasowicze. Ale za to I.  wykorzystywał intensywnie zakupioną maskę z fajką, snorkując coraz dalej od brzegu, co mnie wprawiało w lekki niepokój. Ja mimo rzeczywiście dużo gęstszej wody nie odważyłam się - wciąż trudno mi się przemóc i uwierzyć w to, że jak się położę na wodzie to zadziała prawo Archimedesa. Dopóki się trzymam czegoś lub kogoś to jeszcze jakoś, ale  w innym wypadku włącza mi się koszmarna panika. Może rzeczywiście do trzech razy sztuka i powinnam spróbować jeszcze raz nauczyć się pływać.

Przed wakacjami bawiliśmy się na weselu, jeździliśmy całkiem sporo na rowerach, dłubałam sobie na drutach różne dziwne rzeczy.

Zdjęcia dodam na szybszym łączu :)
Obiecane zdjęcia - oczywiście autorstwa I., który nie wyraża zgody na ich kopiowanie!
 Wiedeń jest strasznie majestatyczny i przytłaczający. Bielą i ogromem śladów, chociaż bardziej świadectw,  potęgi Cesarstwa...
 Punkt obowiązkowy. Zwłaszcza świeżo po  seansie "Przed wschodem słońca" :) (czyli zabytkowa kolejka na Praterze)
Pierwsze spotkanie z Adriatykiem - jak widać jeszcze nieśmiałe i na dystans ;)
Ta woda i ten kolor - Park Narodowy Jezior Plitwickich.

Kolorowy wieczór w Zadarze - na Forum tłumy  jak w czasach imperium rzymskiego.
Uwielbiam wchodzić na wieże widokowe - ale ta mnie lekko przeraziła - trochę za mało tej wieży, a za dużo powietrza ! Split.
Uwielbiam pomarańczowy !
W stronę  światła - próbując zgubić się w Splicie.
I na koniec jeden z najpiękniejszych dachów Budapesztu.

piątek, 10 maja 2013

robię na drutach

co prawda to pewnie, jak zwykle u mnie, słomiany zapał, ale z chusty Echo flowers zrobionej pod światłym przewodnictwem http://intensywniekreatywna.blogspot.com/  jestem bardzo dumna !
Pierwszy raz robiłam coś z takiej cieniutkiej niteczki, zresztą zupełnie przypadkowo -  bo internetowo kupowana - miłej i przytulnej. Chwalę się:

 Nie jest idealna, ale nie miałam ochoty jej pruć, więc starałam się nie piętrzyć błędów, tylko szukać jakichś rozwiązań. Nie ma bąbelków, ale tak wolałam. W każdym razie udało mi się ją skończyć ;)
Oprócz niej skończyłam też wiosenny pomarańczowy szaliczek z bambusa, zieloną chusteczkę wielkości apaszki i komin dla siostry - moja pierwsza robótka w okrążeniach, niestety koszmarnie przekręcona -  użytkowniczce to chyba nie przeszkadza, i tak mota go kilkukrotnie.


A tak wygląda Schronisko Orle w piękny i wyjątkowo słoneczny dzień marcowy. Tak bardzo marcowy, że już prawie kwietniowy. Zima nas w tym roku bardzo polubiła.


Ale już sobie poszła i mieliśmy okazję przewietrzyć rowerki. Niedługo jeszcze montaż bagażnika na dachu i o ile pogoda przestanie psuć się wyłącznie na weekendy, rozkręcimy sezon.

czwartek, 28 lutego 2013

śniegowo niestabilny Wrocław

Jeszcze tydzień temu było biało. Co tam biało - tak biało, że aż ślepotą śnieżną groziło - śnieg sypał jak szalony, na drogach warunki trudniejsze niż zwykle, ale było klimatycznie. A teraz jest szaro. Jutro zaczyna się marzec - będzie coraz jaśniej, coraz bardziej "zróżnicowanie". Rowery miejskie wrócą do gniazd :)
Ale  mam nadzieję, że jeszcze uda nam się pojechać na narty - teraz, kiedy w końcu mam wygodne buty, zaczynam zamiast pękających łydek czuć autentyczną frajdę z jazdy... Tylko czasu brak.
Domowo zaczęłam robić na drutach. Nigdy mi to nie wychodziło, bo miałam problemy z utrzymaniem stałej ścisłości oczek - raz były tak ciasne, że ledwo dawałam radę się w nie wkłuć drutem, a w następnym rzędzie znów luźne że aż brzydko. Tym razem jednak, wspomagając się świetnym kursem na intensywniekreatywna.blogspot.com wzięłam się za dzierganie ażurowej chusty. Liczę na to, że w ażurach moje nierówne rzędy będą mniej widoczne.Jeśli skończę i będzie wyglądała akceptowalnie, to może się nawet pochwalę :).

wtorek, 22 stycznia 2013

zima

W końcu się zjawiła!
Przez część zeszłego tygodnia na stronach głównych portali pojawiały się nagłówki o całym kraju pod śniegiem, wyglądałam przez okno i wzdychałam patrząc na coś co z zimą miało niewiele wspólnego.
Ale wreszcie spadło, zasypało, zaskoczyło i kierowców i drogowców - dwa tygodnie temu w sobotę wracaliśmy z domu do domu (a wcześniej z biegówek) po białych drogach !
A teraz już zima na całego, z masą śniegu, błota pośniegowego, śliskimi drogami i nie mniej śliskimi chodnikami.
Z jednej strony nic tylko się cieszyć, że świat nie zmienił się jeszcze aż tak i pory roku dają się odróżniać. Tylko wstawać coraz trudniej, chodzić w śniegu i błotku nie do końca bezpiecznie,a sanek i tak wciąż nie mamy, więc musimy czekać do weekendu, żeby się trochę tą zimą pocieszyć.
Zjazdówki też już były i co pocieszające, nie złamałam sobie żadnej z moich nóg i jakoś dałam radę kilka razy zjechać (całe 4 ;). W górach piękna szadź na drzewach... zima pocztówkowa.
Jednak klimat umiarkowany ze swoją różnorodnością ma swoje uroki.
Ale mimo wszystko jakoś mi smutno - podobno wczoraj był najbardziej depresyjny dzień roku - mi się chyba przeciągnął do dziś.