Bo nie ma się co oszukiwać - ja się wciąż dopiero uczę. Zresztą w wypadku tego hobby uczenie się nigdy się nie kończy - mam wrażenie potwierdzane przeglądem internetu.
Ale dlaczego w ogóle sięgnęłam po druty i dlaczego dopiero teraz? Druga część pytania jest ciekawsza o tyle, że jedna z moich babć była zapaloną dziewiarką, hafciarką i ogólnie manualnie utalentowaną kobietą. Teraz już od kilku lat ze względu na stan zdrowia nie robi na drutach ani szydełku, ale pamiętam czas, kiedy w ciągu godziny była w stanie wyprodukować szydełkowy kapelusz.
Więc to nie było tak, że nie miałam się od kogo uczyć. Ale mnie młodszej jakoś to nie ciągnęło. A nawet jeśli, to bardzo szybko się zniechęcałam, bo oczka wychodziły nierówne, całe rządki albo za ciasne, albo za luźne...
Ale kiedy trafiłam na kurs wykonania chusty u Intensywnie Kreatywnej, stwierdziłam, że w ażurach nie będzie może aż tak rzucać się w oczy moje krzywe robienie. Poza tym chusta nie wymaga próbek, łatwo sobie dopasować jej wielkość( przynajmniej w niektórych wzorach). Pierwsza chustka którą sobie wydziergałam jest raczej wielkości apaszki, bo robiłam ciasno i mniej powtórzeń wzoru, tak strasznie mi się spieszyło do ujrzenia tej kupki nitek w ostatecznej, naciągniętej formie.
Poza tym to bardzo odstresowujące zajęcie - im trudniejszy wzór tym lepiej działa :)
Stałam się też dzięki niemu niezależna od włóczkowej oferty sklepowej - sama wybieram kolor, wielkość, wzór dodatku i nie zżymam się, że akurat tego nie mają w moim ulubionym pomarańczu.
Ostatni przegląd sklepów niestety jeszcze bardziej wzmacnia moje zadowolenie z dziergania - już tu na to narzekałam, ale to niestety wciąż prawda - ciężko o ładną i kolorową modę na jesień i zimę.
Poza dzierganiem ta jesień przynosi zmiany, które ja znoszę ciężko i chyba tylko dzięki stoickiemu spokojowi I. podobno zmiany są żywiołem osób spod znaku Bliźniąt (przykład mojej mamy to potwierdza) - ale ja zmian nie lubię zbyt, nawet takich na lepsze ;)
czwartek, 16 października 2014
czwartek, 18 września 2014
jedwabna chusta
Wreszcie skończona !
Robiła się tak długo, że skończyła się niebieska włóczka w sklepie. Zaczęta chyba ponad rok temu, długo bez koncepcji i pomysłu, ale doczekała się borderu z Haruni Emily Ross I jest naprawdę fajna.
A poniżej moja wariacja w temacie naszyjników - widziałam taki zrobiony z pociętych t-shirtów, ale wersja włóczkowa podoba mi się bardziej. Jest w moich ulubionych kolorach, z bambusa od Alize. Najfajniejsze jest w nim to, że można go rozmontować, uzupełnić, poprzestawiać - po prostu się nim bawić :)
A poniżej moja wariacja w temacie naszyjników - widziałam taki zrobiony z pociętych t-shirtów, ale wersja włóczkowa podoba mi się bardziej. Jest w moich ulubionych kolorach, z bambusa od Alize. Najfajniejsze jest w nim to, że można go rozmontować, uzupełnić, poprzestawiać - po prostu się nim bawić :)
czwartek, 4 września 2014
Chyba za rzadko tu bywam
i naprawdę nie mam na swoje usprawiedliwienie nic. Może poza widocznym kilka postów temu ogólnym dołem oraz tym, że chwilowo bardziej zajmuje mnie czytanie :)
Tyle w temacie czytelnictwa.
Wakacje część druga: nad Bałtykiem.
Następnym razem kiedy uprzemy się na wypoczynek nad tym zimnym morzem, to może chociaż udamy się na jego wschodnie wybrzeże - podobno Litwa, Łotwa i Estonia mają sporo do zaoferowania spragnionym jodu.
Tym razem oczywiście pojechaliśmy z rowerami i przez dwa pierwsze dni jeździliśmy, głównie pod wiatr. Wiało zresztą niemiłosiernie, a jedyny pożytek jaki z tego mieliśmy stanowił widok z okna wychodzącego na zatokę jeziora, po którym śmigali windsurferzy oraz kitesurferzy. Ja nad morze zabrałam aktualną robótkę - duuużą chustę z niebieskiego jedwabiu, i nawet udało mi się przerobić ze cztery rządki - na plażę zabierałam rzędy lewe, niewymagające większej uwagi.
Odkryłam świat fanfiction i mnie wciągnęło. Czytam głównie po angielsku, traktując to jako swego rodzaju naukę, choć wiem, że akurat po tego typu twórczości trudno oczekiwać 100 % poprawności gramatyczno-stylistycznej. W tym względzie na pewno lepiej byłoby, gdybym zaparła się na przeczytanie w oryginale np. Ulissesa albo kompletu dzieł o Sherlocku Holmesie (swoją drogą w wersji serialowej BBC głównego winowajcy mojego zatonięcia w obcojęzycznej grafomanii).
Ale fanfiki mają dość istotną przewagę nad Prawdziwą Literaturą - są pisane przez zwykłych ludzi, językiem mniej literackim, więc nie tylko prostszym w odbiorze, ale też bliższym życia (albo tak sobie przynajmniej wmawiam). Oczywiście nie dotyczy to fanfików ze Śródziemia - jeden taki wystawia moje przekonanie o wcale nie najgorszej znajomości języka obcego na ciężkie próby, gdyż jest napisany nie tylko pięknym literackim językiem, lecz także mocno osadzony w świecie powieści zmiksowanym z średniowieczem (ilość odwołań do zwyczajów, znaczeń, mitologii wprawia mnie w stały podziw, na równi z umiejętnością kreowania postaci i zdarzeń).
Oczywiście zdarzają się też fanfiki słabe, nudne, napisane źle, bez fabuły, ale z takimi szybko daję sobie spokój.Tyle w temacie czytelnictwa.
Wakacje część druga: nad Bałtykiem.
Następnym razem kiedy uprzemy się na wypoczynek nad tym zimnym morzem, to może chociaż udamy się na jego wschodnie wybrzeże - podobno Litwa, Łotwa i Estonia mają sporo do zaoferowania spragnionym jodu.
Tym razem oczywiście pojechaliśmy z rowerami i przez dwa pierwsze dni jeździliśmy, głównie pod wiatr. Wiało zresztą niemiłosiernie, a jedyny pożytek jaki z tego mieliśmy stanowił widok z okna wychodzącego na zatokę jeziora, po którym śmigali windsurferzy oraz kitesurferzy. Ja nad morze zabrałam aktualną robótkę - duuużą chustę z niebieskiego jedwabiu, i nawet udało mi się przerobić ze cztery rządki - na plażę zabierałam rzędy lewe, niewymagające większej uwagi.
Chusta jest bardzo ładna, gładka, wykończona borderem z Haruni Emily Ross, ale niestety włóczkożerny ażur zjadł już niebieski jedwab, więc kończę tą samą włóczką, ale niestety pstrokatą - niebiesko-fioletowo- błękitną. I ku mojej rozpaczy nawet niebieski z pstrokacza ma inny odcień niż reszta chusty. A mój ulubiony sklep nie posiada już włóczki we właściwym kolorze... zobaczymy jak będzie kiedy skończę - jeszcze tylko 2 rzędy...
wtorek, 3 czerwca 2014
piątek, 30 maja 2014
jak zmienić sobie charakter?
Bo ten, którym dysponuję aktualnie, raczej nie wychodzi mi na zdrowie...
Jak przestać się przejmować głupotami ?
Jak nie panikować, nie podejmować gwałtownych kroków i nie pielęgnować w sobie potem poczucia winy?
Jak nie zarabiać powoli na zawał?
Słowem - jak przestać być mną taką, jakiej ostatnio najczęściej nie lubię i z którą coraz ciężej mi się żyje?
To jest wpis poświęcony użalaniu się nad sobą i o niczym innym nie będzie!
Jak przestać się przejmować głupotami ?
Jak nie panikować, nie podejmować gwałtownych kroków i nie pielęgnować w sobie potem poczucia winy?
Jak nie zarabiać powoli na zawał?
Słowem - jak przestać być mną taką, jakiej ostatnio najczęściej nie lubię i z którą coraz ciężej mi się żyje?
To jest wpis poświęcony użalaniu się nad sobą i o niczym innym nie będzie!
czwartek, 22 maja 2014
niemoc tfurcza...
Nie robię. Druty kurzą się w kącie, a nawet w kilku, bo oczywiście mam zaczęte 5 robótek. Tylko jakoś weny do ich skończenia brak. Najbardziej przerażający jest kołowy sweter, który w tej chwili posiada jeden cały rękaw, ale za wąski i kawałek drugiego, za szerokiego i w dodatku robionego bez notatek. Czyli jak już spruję ten wąski, to będę robić na oko, żeby pasowało do szerokiego - pod warunkiem, że w ogóle go skończę :D
Nie wiem skąd ten nagły przestój... Na brak stresu w pracy nie narzekam, a druty działają na mnie uspokajająco, ale weny brak.
Chyba potrzeba mi jakiegoś mocno skomplikowanego wzoru, takiego , który wymaga zaglądania i sprawdzania każdego przerobionego oczka, mnóstwa markerów i zastanawiania się czy ta kreseczka w lewo to dwa razem na prawo czy na lewo, i jak to właściwie robiłam przez ostatnie 15 rzędów i czy czasem nie dokładnie na odwrót.
Tymczasem na drutach samo gładkie...
A w pozostałych dziedzinach życia... szkoda gadać, niemoc jest nie tylko twórcza, to już raczej gigantyczny leń - nawet gotować się nie chce. A szkoda, bo jeść to niestety tak...
Na szczęście niedługo kończy mi się bilet semestralny więc zacznę chodzić i jeździć - cztery miesiące przymusowego ruchu przede mną - gdybym jeszcze umiała zrezygnować ze słodyczy, to w tym czasie mogłabym nawet schudnąć :(
na tym zdjęciu dobrze ;) widać jak się obecnie czuję - taka trochę niewyraźna :)
Nie wiem skąd ten nagły przestój... Na brak stresu w pracy nie narzekam, a druty działają na mnie uspokajająco, ale weny brak.
Chyba potrzeba mi jakiegoś mocno skomplikowanego wzoru, takiego , który wymaga zaglądania i sprawdzania każdego przerobionego oczka, mnóstwa markerów i zastanawiania się czy ta kreseczka w lewo to dwa razem na prawo czy na lewo, i jak to właściwie robiłam przez ostatnie 15 rzędów i czy czasem nie dokładnie na odwrót.
Tymczasem na drutach samo gładkie...
A w pozostałych dziedzinach życia... szkoda gadać, niemoc jest nie tylko twórcza, to już raczej gigantyczny leń - nawet gotować się nie chce. A szkoda, bo jeść to niestety tak...
Na szczęście niedługo kończy mi się bilet semestralny więc zacznę chodzić i jeździć - cztery miesiące przymusowego ruchu przede mną - gdybym jeszcze umiała zrezygnować ze słodyczy, to w tym czasie mogłabym nawet schudnąć :(
na tym zdjęciu dobrze ;) widać jak się obecnie czuję - taka trochę niewyraźna :)
środa, 7 maja 2014
Tegoroczne wczesne wakacje :)
Miasto, w którym można się zakochać - BARCELONA
Zachwyciłam się i w zachwycie trwam ! Jedyne do czego mogę się przyczepić to fakt, że byliśmy tam tylko tydzień... Ale niewykluczone, że wrócimy :) Pewnego dnia...
wtorek, 6 maja 2014
Zima zaskoczyła
i nie przyszła... A ja osiągając kolejne stopnie drutowego wtajemniczenia wyprodukowałam w sumie 5 czapek. Jedną nawet dla siebie z pięknej, radośnie żółtej wełny, do kompletu dla ciepłej choć ażurowej chusty najprostszym z możliwych wzorów od Dropsa. Obie rzeczy były w ciągłym użytkowaniu, bo żółty jest moim zdaniem jednym z "moich" kolorów i w dodatku pięknie się komponuje z czerwonym płaszczem, który z racji spóźnienia zimy, w tym roku wystarczał.
Generalnie jakby tak podsumować zeszły rok, to drutowo nie przedstawia się najgorzej. Poza już wspomnianymi czapkami zrobiłam: 3 chusty wzorem Echo Flowers, apaszkę i ciepłą chustę prostym wzorem od Dropsa, jedną małą czapeczkę, która zaskakująco dobrze pasuje na pewnego bardzo żywego ;) dwulatka, jeden szalik z bambusa, bolerko z jedwabiu , i jeszcze kominy dla siostry i mamy oraz naszyjnik, którego nie mam odwagi nosić, bo jakoś mi z biżuterią nie po drodze. Za to kocham apaszki, szaliki i chustki i pewnie niedługo znów zrobię coś w jakimś żwawym kolorze.
Tak ogólnie zimą zawsze brakuje mi koloru - nie tyle w mojej szafie, bo jednak staram się nie szpecić się nadmierną ilością szarości i czerni. Powoli nawet moja jesienno-zimowa szafa zbliża się do ideału. A ideał jest prosty (realizowany wiosną i latem) - jest to po prostu kolorowe pranie. Jakoś wolę rozwieszać pranie latem, nie tylko dlatego, że szybciej schnie ;) Uwielbiam widok suszarki zawieszonej koszulkami, spódnicami, sukienkami w jasnych zieleniach, błękitach, pomarańczach, żółciach. Więc jak już wspomniałam, moje zimowe pranie zaczęło wyglądać podobnie. Tylko I. nie daje się przekonać, że sweter jesienny nie musi być szary, czarny ani granatowy. Na całe szczęście nie ma oporów przed kolorowymi t-shirtami i koszulami w różnych odcieniach niebieskiego, które tak dobrze grają z jego oczami :)
Zrobiło się ubraniowo i prywatnie, a tak naprawdę to miało być o tym, że polskie ulice są zimą takie bezbarwne, zachowawcze i maskujące. A przecież to tak miło odcinać się od śniegu :)
Choć śniegu w tym roku jak na lekarstwo...
Ale mimo braku zimy - udało się nam jednak znaleźć śnieg, chociaż za granicą - na szczęście niezbyt daleką :) Więc przynajmniej raz w sezonie nasze nowe buty zostały wykorzystane...
To tyle tytułem uzupełnienia. Następny wpis będzie bardziej aktualny :D
Generalnie jakby tak podsumować zeszły rok, to drutowo nie przedstawia się najgorzej. Poza już wspomnianymi czapkami zrobiłam: 3 chusty wzorem Echo Flowers, apaszkę i ciepłą chustę prostym wzorem od Dropsa, jedną małą czapeczkę, która zaskakująco dobrze pasuje na pewnego bardzo żywego ;) dwulatka, jeden szalik z bambusa, bolerko z jedwabiu , i jeszcze kominy dla siostry i mamy oraz naszyjnik, którego nie mam odwagi nosić, bo jakoś mi z biżuterią nie po drodze. Za to kocham apaszki, szaliki i chustki i pewnie niedługo znów zrobię coś w jakimś żwawym kolorze.
Tak ogólnie zimą zawsze brakuje mi koloru - nie tyle w mojej szafie, bo jednak staram się nie szpecić się nadmierną ilością szarości i czerni. Powoli nawet moja jesienno-zimowa szafa zbliża się do ideału. A ideał jest prosty (realizowany wiosną i latem) - jest to po prostu kolorowe pranie. Jakoś wolę rozwieszać pranie latem, nie tylko dlatego, że szybciej schnie ;) Uwielbiam widok suszarki zawieszonej koszulkami, spódnicami, sukienkami w jasnych zieleniach, błękitach, pomarańczach, żółciach. Więc jak już wspomniałam, moje zimowe pranie zaczęło wyglądać podobnie. Tylko I. nie daje się przekonać, że sweter jesienny nie musi być szary, czarny ani granatowy. Na całe szczęście nie ma oporów przed kolorowymi t-shirtami i koszulami w różnych odcieniach niebieskiego, które tak dobrze grają z jego oczami :)
Zrobiło się ubraniowo i prywatnie, a tak naprawdę to miało być o tym, że polskie ulice są zimą takie bezbarwne, zachowawcze i maskujące. A przecież to tak miło odcinać się od śniegu :)
Choć śniegu w tym roku jak na lekarstwo...
Ale mimo braku zimy - udało się nam jednak znaleźć śnieg, chociaż za granicą - na szczęście niezbyt daleką :) Więc przynajmniej raz w sezonie nasze nowe buty zostały wykorzystane...
To tyle tytułem uzupełnienia. Następny wpis będzie bardziej aktualny :D
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)