To już na szczęście poza mną, została mi tylko blizna...
Ale w listopadzie czułam się mniej więcej tak:
Od dwóch tygodni przeżywam traumę związną z koniecznością korzystania z tego, co w naszym pięknym kraju nazywa się "służbą zdrowia". Rozwaliłam sobie kolano wysiadając z autobusu - sieroctwo kompletne i jedyne co mam na swoje usprawiedliwienie to ogólny depresyjny nastrój i towarzyszące mu najwyższe z posiadanych obcasów. Ale wróćmy do meritum: od czasu swojej wizyty na pogotowiu z krwawiącym kolanem (wg pielęgniarki z zabiegowego w mojej przychodni konieczne było szycie), jestem bogatsza o kilka istotnych informacji, które przydadzą się każdej ofierze wypadku.
Po pierwsze: jeżeli Twoje obrażenia nie są na tyle poważne by wzywać karetkę i zamierzasz się sam udać na najbliższą izbę przyjęć - upewnij się, że Cię stamtąd nie wyrzucą. Ja miałam szczęście, bo okazało się (co pani pielegniarka oznajmiła doktorowi z nieukrywaną niechęcią), że trafiłam do swojego rejonu, ale chłopaka, któremu po stopie przejechało auto, odesłano na inną izbę przyjęć.
Po drugie: poszukajcie już dziś kursu jasnowidzenia. Aby uzyskać pomoc musicie udowodnić, że macie do niej prawo - czyli że jesteście ubezpieczeni, a więc zdobyć od pracodawcy druczek lub pieczątkę. Dobrze byłoby też zapisać się na wszelki wypadek do poradni specjalistycznej odpowiednio wcześniej - najlepiej jeszcze przed zdarzeniem. W polskiej służbie zdrowia nielimitowane są jedynie płatne usługi medyczne - zatem jeżeli nie chcecie zapłacić za zdjęcie szwów i do tego chcecie je zdjąć w odpowiednim czasie, to niestety nie ma wyjścia: trzeba przewidzieć swój wypadek, odstać swoje w kolejce do internisty po skierowanie, a następnie zapisać się na bezpłatną wizytę za nieco ponad dwa tygodnie.
Podsumowując:"służba" zdrowia nie jest wcale bezpłatna- jest podwójnie płatna. I trzeba mieć naprawdę mocne zdrowie, żeby w Polsce chorować!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz