niedziela, 11 września 2011

Dawno, dawno temu...

w odległej galaktyce, kiedy jeszcze nie miałam roweru, pojechaliśmy na wakacje do Międzyzdrojów. I tam oprócz leżenia na plaży, spacerowania brzegiem morza, zbierania muszelek przydarzyła nam się rowerowa wycieczka. Wyprawa raczej, bo przeważnie pod górę. Przyznaję się: raz zsiadłam z wypożyczonego roweru, który miał wygodne siedzenie (samoróbka), ale nie starczało mu przerzutek (3 biegi). Zsiadłam i prowadziłam go, bo moja kondycja pozostawiała wiele do życzenia. Poza tym było bardzo gorąco – wiem, to marne usprawiedliwienie, ale zawsze :)

 Po powrocie z wakacji zapadła decyzja o kupnie roweru i nabyłam starą niemiecką damkę z wąskimi oponami. Była taniutka i do dziś (2 lata) sprawuje się świetnie. Na dojazdy do pracy w sam raz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz