Jeździmy. Czasem nawet w 8 kółek. Można było w cztery konie, więc czemu by nie...
Przeważnie "robimy" zdjęcia ( ja 1 na 50 najwyżej ;). Stąd pomysł żeby może te zdjęcia gdzieś pokazać. A że jestem anonimową grafomanką - pomysł na bloga. Obawiam się że żadne z nas nie przewidziało, że do pisania potrzebuję jednak natchnienia... I że najlepiej wychodzi mi pisanie o niczym – nie wiem czy z wąsko określonym tematem poradzę sobie równie dobrze, lub przynajmniej przyzwoicie. Ale trzeba w końcu spróbować, żeby się przekonać. Próbuję.Dokumentowanie naszych 8-mio kółkowych wojaży czas zacząć.
Zwykle zaczyna się od tego, że I. rzuca propozycję, ja się waham długo, bo zwykle ochota na jakikolwiek wysiłek przychodzi mi dopiero po półgodzinie od rozpoczęcia wycieczki. Żeby było zupełnie jasne: mnie do wysiłku trzeba zmuszać, bo ja bardzo leniwa jestem. Kiedy już się jest w trasie, to ochota na kolejne kilometry przychodzi jakoś sama. Sztuką jest zwyczajne wyciągnięcie mnie z domu :)
Czasem się udaje, więc istnieje cień nadziei na to, że nie będę jedynie wspominać, ale też opisywać na bieżąco.
Mieszkamy w centrum. Poza przeróżnymi zaletami takiego położenia, są też wady. Pierwsza z nich to ta, że mamy wszędzie za blisko, z wyjątkiem granic miasta. A najlepsza jazda zaczyna się dopiero za rogatkami. Nasze dłuższe wycieczki – 2h 10 min w jedną stronę – rozpoczynają się od 40-minutowego przebijania się przez Wrocław, wdychania spalin i walki z wysokimi krawężnikami.
Całkiem niezłą opcją w takim układzie wydaje się załadowanie rowerów do samochodu i wyjazd gdzieś w bardziej sprzyjające okoliczności drogowo-przyrodowe. I stąd te 8 kółek :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz