Lato się kończy powoli. I feel it in the air ;) Ale rzeczywiście jest coś jesiennego w powietrzu - może chodzi o ten charakterystyczny zapach świeżo rozoranej ziemi? W każdym razie już po wykopkach (tak przy okazji: wrześniowe słońce potrafi nieźle przypalić i co najgorsze robi to jeszcze bardziej znienacka niż lipcowe ) i wczoraj mogliśmy sobie porowerować. I. opracował trasę w okolicach stawów milickich - krótką w sumie, ale trochę czasochłonną ze względu na atrakcyjne widoki nawodne, w rodzaju różnorodnych czapli, łabędzi, kaczek i innych okazów przyrody ożywionej i nie. Chyba wczoraj słyszeliśmy ryczącego jelenia, a ja to chyba widziałam takowego (lub jego cień) przechodzącego przez ścieżkę... W smażalni przy łowisku zjedliśmy sobie po kawałku ryby i strasznie suche frytki. Popatrzyliśmy sobie na ryby, jakie niektórym z wędkarzy gęsto obsiadających brzegi łowiska udało się złowić - satysfakcja niemal gwarantowana :).
Wycieczka była bardzo przyjemna, bo pogoda wyjątkowo sprzyjająca - ani za gorąco, ani za zimno, słonecznie, bez większego wiatru - idealna na rower.
Kasztany i liście już lecą z drzew. Jesień idzie.
Zdjęcia wrzucę jak już opuszczą kartę aparatu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz