Do takiego niezbyt przyjemnego wniosku doszłam po wysłuchaniu opowieści o tym, że ktoś właśnie wrócił z nurkowania w Egipcie... A my to nie dość, że głównie w Polsce, to jeszcze żadnych sportów ekstremalnych nie uprawiamy. Nawet na kajaki się nie dałam wyciągnąć, bo wciąż nie umiem pływać. Za to I. ma lęk wysokości, więc też pewne ograniczenia się pojawiają. Ja tam lęków szczególnych poza wodnym nie mam, ale ogólnie jestem tchórzem ;)
Rower był więc wyborem nieuniknionym - blisko ziemi, z dala od wody, a przyjemność spora.
A tak poza rowerem, ale wciąż w temacie, chociaż bardziej odnośnie mnie niż I. - oprócz tego, że jestem nudna, to w dodatku beztalentna :( Podziwiam tylko dokonania innych w zakresie robótek ręcznych, na szydełku zrobiwszy do tej pory dwa kominy - z użyciem widełek i bardzo grubej włóczki - i jeden pasek na broomsticku z tuszu do rzęs;). No i jeszcze jedną białą śnieżynkę na choinkę, która wyjątkowo udała mi się raz ;) Kilka podejść robiłam do szydełkowo-widełkowych zakładek do książek - ale też wychodzą mi krzywo. A jako że się szybko zniechęcam, więc na jakiś czas robótki powędrowały do kąta gdzie się kurzą i czekają na kolejny przypływ energii twórczej.
W sklepie z włóczkami, który mijam po drodze do pracy wisi karteczka głosząca, iż ma miejsce "Likwidacja sklepu", a co za tym idzie "Wyprzedaż" - może powinnam tam zajrzeć po jakąś grubszą włóczkę ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz