Może i jesteśmy nudni, ale za to niekiedy szaleni! Jakiś czas temu wieźliśmy nasze rowery na dachu przez 70 kilometrów, po to żeby przejechać kilometrów trzydzieści z kawałkiem i wrócić te 70 km ciemną nocą :) Przejażdżka rowerowa odbyła się niemal dokładnie według trasy narysowanej przez I., co niestety zmusiło nas do jazdy brzegiem małego cieku wodnego, ścieżynką wąską i urozmaiconą nisko zwisającymi gałęziami, tudzież kupą wysoko spiętrzonego chrustu :) Przeprawianie się przez dość gęsty las z rowerami może być uciążliwe, ale za to kask się przydał :)!
I. umyślił sobie ostatnio, że skoro mamy już na koncie Śnieżkę, Ślężę i Tarnicę, to może warto pozdobywać inne najwyższe szczyty polskich gór :) Weszliśmy więc na Wielką Sowę i na Szczeliniec też Wielki :) Ja nie lubię chodzić do góry, ale czasem się daję namówić i zwykle nie żałuję. A ta jesień aż do teraz nas rozpieszczała. Jeszcze w zeszłą sobotę zrobiliśmy sobie ostatnią w tym roku przejażdżkę. Tylko 16 kilometrów;)
Rowery więc na razie odwieszamy na kołek (dosłownie) a i bagażnik trzeba będzie zdemontować. Najwyższa pora pomyśleć o przygotowaniach do sezonu zimowego - i trzymać kciuki za to, żeby starczyło śniegu, zdrowia i chęci - nie wiadomo z czym będzie największy problem :D.
Edit: ostatnio jakoś mało tu zdjęć :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz