Pierwszy raz robiłam coś z takiej cieniutkiej niteczki, zresztą zupełnie przypadkowo - bo internetowo kupowana - miłej i przytulnej. Chwalę się:
Nie jest idealna, ale nie miałam ochoty jej pruć, więc starałam się nie piętrzyć błędów, tylko szukać jakichś rozwiązań. Nie ma bąbelków, ale tak wolałam. W każdym razie udało mi się ją skończyć ;)
Oprócz niej skończyłam też wiosenny pomarańczowy szaliczek z bambusa, zieloną chusteczkę wielkości apaszki i komin dla siostry - moja pierwsza robótka w okrążeniach, niestety koszmarnie przekręcona - użytkowniczce to chyba nie przeszkadza, i tak mota go kilkukrotnie.
A tak wygląda Schronisko Orle w piękny i wyjątkowo słoneczny dzień marcowy. Tak bardzo marcowy, że już prawie kwietniowy. Zima nas w tym roku bardzo polubiła.
Ale już sobie poszła i mieliśmy okazję przewietrzyć rowerki. Niedługo jeszcze montaż bagażnika na dachu i o ile pogoda przestanie psuć się wyłącznie na weekendy, rozkręcimy sezon.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz