Nie robię. Druty kurzą się w kącie, a nawet w kilku, bo oczywiście mam zaczęte 5 robótek. Tylko jakoś weny do ich skończenia brak. Najbardziej przerażający jest kołowy sweter, który w tej chwili posiada jeden cały rękaw, ale za wąski i kawałek drugiego, za szerokiego i w dodatku robionego bez notatek. Czyli jak już spruję ten wąski, to będę robić na oko, żeby pasowało do szerokiego - pod warunkiem, że w ogóle go skończę :D
Nie wiem skąd ten nagły przestój... Na brak stresu w pracy nie narzekam, a druty działają na mnie uspokajająco, ale weny brak.
Chyba potrzeba mi jakiegoś mocno skomplikowanego wzoru, takiego , który wymaga zaglądania i sprawdzania każdego przerobionego oczka, mnóstwa markerów i zastanawiania się czy ta kreseczka w lewo to dwa razem na prawo czy na lewo, i jak to właściwie robiłam przez ostatnie 15 rzędów i czy czasem nie dokładnie na odwrót.
Tymczasem na drutach samo gładkie...
A w pozostałych dziedzinach życia... szkoda gadać, niemoc jest nie tylko twórcza, to już raczej gigantyczny leń - nawet gotować się nie chce. A szkoda, bo jeść to niestety tak...
Na szczęście niedługo kończy mi się bilet semestralny więc zacznę chodzić i jeździć - cztery miesiące przymusowego ruchu przede mną - gdybym jeszcze umiała zrezygnować ze słodyczy, to w tym czasie mogłabym nawet schudnąć :(
na tym zdjęciu dobrze ;) widać jak się obecnie czuję - taka trochę niewyraźna :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz